Jego fani (R.Pattinson) byli bardzo podekscytowani, gdy Robert Pattinson odwiedził Berlin kilka tygodni temu. Aktor nie przybył tu po to by promować rolę wampira w sławnym „Zmierzchu”, lecz jego nowy projekt, adaptację Don DeLillo’s „Cosmopolis” w reżyserii Davida Cronenberga. Rozmawialiśmy z Brytyjczykiem (Angolem) o jego nowej oraz starej roli, o jego lepszych i gorszych momentach mijającego roku.
I: Panie Pattinson, pańskie włosy są znów dłuższe. Musiałeś ostatnimi czasy dość często zmieniać ich długość. Czy to był wymóg roli w „Cosmopolis” czy „Bel Ami” ?
R.P: Do żadnej z wymienionej w pytaniu. To do filmu, w którym gram żołnierza, który znalazł Sadama Husseina. Zdjęcia miały rozpocząć się wiosną, ale zostały one przełożone na późną jesień.
I: Twoje role opuściły rejony „fantasy” i stały się bardziej realistyczne, nie uważasz?
R.P: Jako aktor, musisz mieć ogromne szczęście, by dostać rolę, która Ci się spodoba i będzie świetna – gdy tak będzie, korzystam i ryzykuję. Jeśli wybieram bardziej realne role, to jest to przypadek, lub działanie czysto podświadome.
I: Na początku na „Kino International” tu w Berlinie – gdzie „Cosmopolis” będzie miało swoją premierę dzisiejszego wieczora – najwierniejsi fani wyczekują aż od wczoraj. Myślisz, że możesz ich wystraszyć, lub przerazić taką rolą? (jaką prezentujesz w „Cosmopolis”?) Twoi fani mogą woleć oglądać Edwarda Cullena niżeli Ericka Packera, miliardera w środku kryzysu finansowego.
R.P: Nie myślę o tym w tych kryteriach. Kiedy robiłem zdjęcia do „Bel Ami” wydarzyło się coś niesamowitego – moi fani dali mi w prezencie moją ulubioną książkę. Wczoraj byłem w Paryżu, gdzie na premierze była kolejka fanów, którzy chcieli dać mi książkę! Czyż to nie jest niesamowite?
I: Jesteś zadowolony z tych książek? I naprawdę bierzesz je wszystkie?
R.P: Oczywiście, że tak. To są wspaniałe powieści, łącznie z tą napisaną przez Lawrence Ferlinghetti.
I: Czy masz nadzieję, że Twoi fani nauczą się czegoś z Twoich adaptacji?
R.P: Nawet jeśli tylko jedna osoba spośród setek zostanie zainspirowana do zapoznania się z odpowiednią książką i zagłębi się w nią, byłoby cudownie. Kino może być czymś więcej niż czystą rozrywką, przynajmniej czasami.
I: Dlatego powiedziałeś, że nie chcesz więcej grać w filmach dla nastolatków? Gdzieś to przeczytałem.
R.P: Tak, zauważyłem to też. Ktoś musiałem mnie źle zrozumieć, albo chciał zrobić zamieszanie. Kto powiedział, że „Cosmopolis” nie jest filmem dla nastolatków? Jeśli w filmie są sceny seksu lub przemocy jest on od razu klasyfikowany jako film dla dorosłych, nie patrząc na temat jaki porusza. Niektóre kategorie to totalny absurd! Więc odpowiadam: nie, nigdy bym nie powiedział czegoś takiego.
I: Ale „Cosmopolis” nie jest filmem dla tych młodszych nastolatków, prawda?
R.P: Prawdę mówiąc, ciężko mnie było zaszokować jako nastolatka. A będąc szczerym: każdy nastolatek ogląda hardcorove porno co dnia i prawdopodobnie widział gorsze rzeczy niż te, które mogą zobaczyć w naszym filmie.
I: Tak, to prawda. To znaczy, że rodzice nie powinny chronić swoich dzieci przed oglądaniem „Cosmopolis”. Każdy fan „Zmierzchu” może wybrać się więc do kina bez wahania!
R.P: Chyba, że rodzice mieliby „coś” do dialogów. Jeśli mają problem z tym, że w dialogach jest zbyt wiele słów – to może być problem.
I: Mówiąc o Twoich filmach: w każdym jesteś nagi!
R.P: Prawda? To faktycznie prawda.
I: Co czujesz gdy na planie musisz się pozbyć ubrań?
R.P: Jestem Anglikiem. Zawsze jestem mniej otwarty – odważniejszy od innych. Wszyscy bez problemu podchodzą do rozbieranych ujęć/ zdjęć seksu – a ja jestem niepewny.
I: I to się nie poprawia?
R.P: Ufam reżyserowi i zawsze do końca staram się, by efekt finałowy był niesamowity, robię to co raz częściej, wiec moje nastawienie ulega zmianie. Ale jeśli nie ma takiej potrzeby, by się rozbierać – czuję się jak prostytutka.
I: Przeżyłeś naprawdę niesamowity rok. Co wspominasz jako najlepsze wydarzenie, a co jako najgorsze?
R.P: Hmm.. było wiele wydarzeń z obu kategorii. Myślę, że fakt, że nasz film został zakwalifikowany do Konkursu Filmowego w Cannes jest jednym z tych niezwykłych wydarzeń tego roku. Jestem bardzo wdzięczny za to. Wiesz, w marzeniach, miałem nadzieję, że film, w którym biorę udział, będzie brał udział w tym konkursie może za jakieś dziesięć lat – a dzieje się to teraz. Jest to naprawdę niesamowite. Nie do uwierzenia.
I: Więc nie miałeś w planach, by Twoja kariera powędrowała w stronę Cannes?
R.P: Wiesz co, każdy dziennikarz, gdy pojawił się pierwszy film z serii „Zmierzch” zadawał mi pytania, czy nie boję się zaszufladkowania, w końcu to bardzo wyrazista i rozpoznawalna postać. Okazało się, że pierwszy film, który nakręciłem po „Zmierzchu” (Rob ma na myśli, że po ukończeniu wszystkich prac na planie) dostał się do tak prestiżowego konkursu. To mnie zdumiewa.
I: I co myślisz o sobie w roli nie – wampira?
R.P: Kocham film. Myślę, że to najlepsza praca jaką wykonałem. Zawsze odczuwałem dyskomfort oglądając siebie na dużym ekranie – teraz było zupełnie odwrotnie.
I: Którą część tej wykonanej pracy na ekranie lubisz najbardziej?
R.P: To może zabrzmieć dziwnie, ale słowa, które wypowiadasz na głos, sentencje, język – to w jaki sposób je wypowiadasz i aranżujesz – to jest piękne.
I: Co podobało Ci się najbardziej?
R.P: „To moje orzeszki czujesz” (orzeszki – czyli organy rozrodcze Roba) oraz „Sądzę, że mój organ rozrodczy cofa się w moje ciało w tym momencie” – to brzmi świetnie i zupełnie jak czysty absurd.
I: Mówiliśmy jak do tej pory o tych dobrych momentach. A co z tymi złymi?
R.P: Mój pies zachorował, to było smutne. Ale szczerze – to był koszmar. Teraz na szczęście czuje się lepiej.
źródło:vampiresdaily.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz